BOGO - bo go kocham ;)

BOGO - bo go kocham ;)

    Reżyser, sprawca wielu genialnych rozwiązań, człowiek, z którym rozumiem się w mgnieniu oka. Potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Nie dla zabawy, tylko po to, by  na tych ruinach zbudować coś nowego. Bogdan. Od stóp, po zwichrzoną wiatrem czuprynę, człowiek teatru. Nikt tak jak on nie dostrzega prostych rozwiązań skomplikowanych sytuacji. Jak sam żartobliwie o sobie mówi: „Jestem specjalistą od rozplątywania supełków”. Te supły są na scenie, ale najczęściej pogmatwane są ludzkie myśli, emocje oraz relacje międzyludzkie. I gdy wkracza Bogdan, sznurki się prostują, myśli łagodnieją, a emocje wychodzą z ukrycia. Teatr buduje się na emocjach, a każdy w grupie, nieważne czy ma 7 lat czy 60, dokłada swoje kolory do tej palety. Czasem, z powodu różnicy zdań lub braku jedności w zespole, w spektaklu roi się od dysonansów. Wszystko wtedy jest niespójne, jak obraz namalowany przypadkowymi kolorami. Bogdan od razu widzi co nie pasuje, gdzie jest problem i znajduje rozwiązanie. Nagle wszystko staje się proste i klarowne, emocje nabierają siły, a spektakl sensu. Pracuję z Bogdanem już od lat i stworzyliśmy razem setki spektakli z dziećmi i młodzieżą. Wiele się od niego nauczyłam - nie tylko o teatrze. Mogę śmiało powiedzieć, że większość tego, co wiem. Jeśli myślenie scenografa podparte jest wiedzą reżysera, projekty kostiumów i dekoracji przekraczają zakres plastyki, stają się jednorodną częścią spektaklu. Tak stworzona dekoracja pomaga aktorom, stwarza im nowe środki wyrazu. A jeśli dodatkowo przenosi działania w świat abstrakcji, operuje znakiem i symbolem, zaczyna mocno działać na wyobraźnię, zarówno aktorów jak i widzów.

    Z Bogdanem mogę nie widzieć się jakiś czas i widywać codziennie. To bez znaczenia. Mam wrażenie, że łączy nas niewidzialna nić. Bogdan nie ma konta na Facebooku, nie korzysta również z Instagrama, ale ma kącik w moim sercu. Każde z nas wiedzie swoje życie po swojemu, ale duchowo jesteśmy tuż tuż. Często jest tak, że gdy o nim pomyślę - w tej samej chwili dzwoni do mnie. Jest kosmitą jak i ja, więc się świetnie w naszym kosmosie rozumiemy.

    Zwykle nasze teatralne burze mózgów odbywamy, sącząc białą herbatę przy moim odrapanym kuchennym stole.

- Chciałbym chyba taki gnieciołkowy plecak. - Stwierdził nagle Bogdan, w środku rozmowy o spektaklu. - Mój tobołek już się mocno wyeksploatował.

- OK, coś wymyślę - Przytaknęłam bezwiednie, w myśli wciąż rozważając jak duży powinien być ekran do projekcji na scenie.

- Musi wchodzić A4, ale w poprzek, no i muszę mieć kieszonkę, taką małą na klucze, pieniądze, długopisy i całą drobnicę. I nie wiem w sumie czy plecak, czy torba…

- W poprzek, mówisz… Aaaa  - Po chwili dotarło do mnie, o co mnie Bogdan prosi.

    Po kilku dniach powstał pierwowzór torby. Bogdan wrócił z nim do poprawki. Plecak okazał się za długi, a przede wszystkim wymyślona przeze mnie kieszonka w klapce była dla niego nie do oswojenia. Chciał mieć kieszonkę wewnątrz plecaka. Za to sposób w jaki plecak zmieniał się w torbę spodobał mu się od razu. Przy drugim podejściu zmieniłam też tkaninę, ta pierwsza, w ładnym szarym kolorze, po kilku dniach noszenia wyglądała jak psu z gardła wywleczona. I tak oto, uwzględniając wszystkie tym razem pragnienia i uwagi Bogdana, stworzyłam ostateczną wersję torby. Ja wymyśliłam, a uszyła niezastąpiona Pani Stenia. Popatrzyłam na nasze dzieło i powiedziałam:

- Będziesz się nazywał BOGO - nie ma innej opcji. Nosi go Bogdan. Możesz i Ty! :)