Drugie życie starych jeansów

Drugie życie starych jeansów

    Trudno Ci się rozstać z ulubionymi jeansami? Przesuwasz dłonią po udzie i czujesz tą miękką, przyjemną w dotyku powierzchnię materiału. A ile historii pamiętają te spodnie! Wygodne, leżą jak ulał i choć wiesz, że powinnaś się już z nimi pożegnać, wciąż to odkładasz. Ja też tak mam. To rozdarcie na kolanie zrobiłam na plaży, kiedy ganiałam razem z dzieciakami podczas warsztatów plastycznych. Skonstruowaliśmy duże koła z rurek i toczyliśmy je po piasku dziko galopując. Dwie niewielkie turkusowe plamki, zrobiłam farbą akrylową, prawdopodobnie również podczas warsztatów. Nie pamiętam tylko co malowałam, ale uwielbiam ten kolor. Wszystkie zagięcia, przetarcia i wystrzępienia na moich spodniach, to ślady moich wędrówek, zapiski przeszłych chwil. Pamięć jeansu… nie, raczej pamięć ubrań. Ubrań i tkanin, które służyły człowiekowi. Służyły, służyły i przestały. Z jakiegoś powodu zostały odłożone na półkę, do pawlacza, oddane w drugie ręce. Dlaczego? Bo doznały małego uszczerbku, miały plamkę lub dziurkę, albo przestały być na topie? Leżą tam i wspominają minione chwile.

- Ja kiedyś zgubiłam się na promie - Wspomina chusta w odcieniach zieleni - moja pani, gdy się tylko zorientowała, wszczęła taki raban, że obsługa ogłosiła specjalny komunikat przez megafon! A ja sobie czekałam spokojnie, przewieszona przez barierkę i falowałam delikatnie na wietrze. Do końca wakacji ja i moja pani byłyśmy nierozłączne! Ale była zabawa!

- A potem? - Zapytały bladoniebieskie jeansy.
- No cóż, nie wiem, chyba przestałam pasować do nowego żakietu. A wy?
- My spędziłyśmy większość czasu na uniwerku i w bibliotece, zaledwie parę razy wyskoczyłyśmy do kina. Kaśka, nasza właścicielka, studiowała na dwóch kierunkach i po zajęciach znajdowała czas tylko na treningi… tylko wtedy narzucała na siebie dresik, a my zostawałyśmy na chacie. Teraz wyjechała na Erasmusa do Hiszpanii i w jej fioletowej walizce zabrakło miejsca dla nas. „Zbyt szerokie nogawki”, stwierdziła i kupiła sobie nowiutką parę ciemnogranatowych rurek. Zdrajczyni!
- A ja mam plamkę od syropu wiśniowego, o tu. - Poskarżył się obrus. - Tęsknię za brzękiem sztućców o talerze, za przepysznym bulgotaniem wina nalewanego do kieliszków, za aromatem kawy, a najbardziej za atmosferą ludzkich spotkań. Ale z tym koniec. Na święta się nie nadaję, a na zwykły dzień jestem ponoć zbyt świąteczny. Wyrzucić też mnie szkoda, więc wylądowałem tu.
- Jesteś niezwykły. Ten wzór, te kolory! Dziwię się, że już jesteś im niepotrzebny. - Skwitowała smutnym głosem prążkowana męska koszula. - Moja historia jest bardziej dramatyczna. Zostałam siłą rozdzielona z moim panem. Był do mnie bardzo przywiązany, moje prążki zawsze poprawiały mu humor. Uwielbiałam ten moment, kiedy stawał przed lustrem i delikatnie poprawiał mi kołnierzyk. Wyglądaliśmy idealnie! W szafie było nas kilka, ale mnie lubił najbardziej. Do czasu aż poznał ją!
- Kogo?
- Kogo?

Z głębi pawlacza dobiegły pełne emocji głosy.

- Irenę, kobietę jego życia. W jednej chwili zaanektowała jego i szafę, a nas brutalnie wyrzuciła „na szmaty”. Nasz pan walczył, ale ona stwierdziła, że sama zadba o jego nową garderobę. Na nic mój płacz, dyskretne migotanie prążkami. Moja fioletowa koleżanka nawet rozpaczliwie się rozdarła, ale to tylko przyspieszyło naszą eksmisję. Wylądowałyśmy w czarnym worku, a potem tu.
- Nie zastanawia was, że pochodzimy od różnych ludzi? Dlaczego jesteśmy tu razem? - Zastanawiała się szeroka jeansowa spódnica z kieszeniami. - Ja przyjechałam w paczce z Francji, lecz tu na nikogo nie pasowałam. Jestem naprawdę spora, a trafiłam do domu chudzielców. Ja mam z nas wszystkich najgorzej, bo nikt nigdy mnie nie pokochał.
- Cicho, nie chlip! - Jest dla nas ratunek! - Odezwały się kraciaste spodnie z nogawkami obciętymi do kolan.
- Co? Ratunek dla nas?
- Że niby jak?
- Mój pan rzucił Irenę?
- Przecież nas nikt już nie chce…
- Słuchajcie: jest taka Agnieszka, której wciąż przychodzą do głowy różne dziwne pomysły. Niektóre, to szczerze mówiąc dziwne są. Na przykład spodniowe drzewa i koszulowe krzewy… Same cudem wymknęłyśmy się z tej artystycznej kreacji … Choć to dla teatru było, a teatr szanuję, to my spodnie mamy inne plany.
- Konkrety dawaj!
- Przecież mówię - ta Agnieszka zachwyciła się ostatnio nami, no w zachwyt po prostu wpadła.
- No jacha! Nie dziwię się - Prychnęła chusta.
- Nie przeszkadzaj, bo zaraz nam zamek trzaśnie! - Zrugała chustkę para męskich spodni w kancik. - A ty wykrztuś z siebie wreszcie wszystko do końca! Wpadła w zachwyt i…?
- Ona NAS wybrała. No i wymyśliła, że da nam drugie życie!
- Drugie życie… - ale to epicko brzmi!
- Drugie? Nam? Ale jak?
- Wymyśliła, że będzie z nas komponować zupełnie nowe, dizajnerskie ciuchy. Niepowtarzalne, unikalne i czadowe! Taki modowy recykling! Z każdego z nas weźmie to, co mamy najlepszego i pomiesza nasze wzory i kolory. Może dojść do tego, że jedno z nas trafi do kilku ubrań - tu kawałek, tam kawałek. Nowe idzie! Co was tak zamurowało??
- A już myślałem, że z nami koniec, że tylko mole nam zostały i kurz! Brachu, nadzieję mi dałeś!
- Znów będę chodzić na spacery!
- Może do teatru?
- A ja w kinie nigdy nie byłam…
- Ja na randce.
- Hurrra!
- Jeszcze im pokażemy ile pozytywnej energii w nas drzemie!
- Pamiętamy wiele, ale dzięki tym wspomnieniom mamy swój charakter i styl!
- Phi! Ja po prostu nigdy nie przestałam zachwycać.

    Długo jeszcze w pawlaczu trwały pełne ekscytacji rozmowy. Potem przyszedł nowy dzień i wszyscy przenieśli się do mojej pracowni. Teraz niektórzy z nich są już częścią zupełnie nowych bluz i sukienek. Każda z nich ma w sobie wiele opowieści. Wystarczy się wsłuchać, wpatrzeć, poczuć. Sam proces tworzenia jest niezwykle zmysłowy, a efekty nie przestają mnie zachwycać. Po prostu jest w tym moc!