Koszmarne garden party ;)

Koszmarne garden party ;)

    Wyobraź sobie, że masz przed sobą mega ważny wieczór, spotkanie i chcesz czuć się w swojej skórze doskonale. Stoisz przed lustrem, a kolorowe szmatki fruwają pod sufit. Twoja koncentracja sięga zenitu, a przymrużone spojrzenie i zmarszczona brew oceniają kolejne kreacje. Koniec końców decydujesz: to jest to! Wyglądasz olśniewająco. (Twój pokój mniej, ale kto by o tym teraz myślał! ) Fryzura, odpowiedni but, szminka i już pewnym krokiem wbijasz na salony, bądź na garden party przy grillu ;) Przez moment wzrok wszystkich skupia się na Tobie, a Ty czujesz tę wewnętrzną satysfakcję, że zadbałaś o swój komfort, wyglądasz super i śmiało odwzajemniasz uśmiechy na prawo i lewo. Ale co to? Twój uśmiech nadal jest na twarzy, ale jakby przymrożony… żona dyrektora finansowego ma na sobie identyczną kieckę! Nie do wiary! No i jakoś lepiej na niej leży. I do tego buty ma ekstra! Dobry nastrój skorzystał z last minute i wystrzelił się na Malediwy. Teraz skupiasz się tylko na tym, by wmieszać się w tłum i broń boże nie stanąć obok NIEJ! Uciekasz do toalety, by na chwilę złapać oddech i zastanawiasz się  - ewakuować się po angielsku czy wytrwać? W sumie, powtarzasz sobie w myślach, to tylko ubranie, „JA” to o wiele więcej, ale gdzie podziała się moja pewność siebie i te wszystkie atuty?

    One są, ale myśli rozproszone, skupione na porażce, nie pozwalają Ci rozkwitnąć. Wciąż widzisz przed oczami te memy z Facebooka „oczekiwania kontra rzeczywistość”. Swoje radosne odbicie w lustrze sprzed imprezy i to teraz. I to jest przepaść. Po imprezie z ulgą wracasz do domu marząc tylko o tym by uspokoić czymś ten rozszalały mózg. Kąpiel? Książka? A może serial na Netflixie? Zrzucasz buty zaraz za drzwiami, wchodzisz do pokoju, a tam z żyrandola macha do Ciebie fioletowa spódnica, której reszta kolorów z Twojej szafy strasznie zazdrości, bo wala się gdzie popadnie. A mówią, że sprzątanie porządkuje myśli... Nie tak miał się skończyć ten dzień!

 

Nie każda z nas będzie to tak przeżywać, ale każda jest oryginalna, jedyna i świetnie się czuje w stworzonym dla siebie ubraniu.

 

    Nie lubię powtarzalności, sztampy, a w upcyclingu nigdy nie zrobisz dwóch takich samych rzeczy. I to jest ekstra! Nie ma nudy, a wyniki pracy są zaskakujące i unikatowe.

To nie są ubrania dla każdego. Są dla tych, do których przemówią ;) Jedno jest pewne - w takiej sukience, spódnicy czy bluzie nigdy nie spotkasz kobiety, która będzie identycznie ubrana. Chciałabym bardzo, by spotkały się kiedyś ze sobą dwie dziewczyny w uszytych przeze mnie sukienkach - oczywiście każda miałaby inną, ale zasada ich tworzenia jest wspólna i ten wspólny mianownik widać. Może, zamiast iskierki rywalizacji odpaliłaby się iskra porozumienia? Chciałabym bardzo, by tak było. Na razie nie słyszałam o takim przypadku, bo sukienek nie sprzedałam wiele - nie jestem fabryką, mam małą pracownię. Ale może kiedyś los sprawi, że do takiego spotkania gdzieś dojdzie - proszę daj mi wtedy znak jak się czułaś!

 

     Dla nieśmiałych jest jeszcze jeden plus - taki unikatowy strój wywołuje zaciekawienie i często ktoś zagada, że "interesująca sukienka, ciekawa spódnica", a ty wtedy masz pole do popisu, bo można pogadać o upcyclingu, o tym, że każdy jej kawałek już wcześniej coś przeżył, czegoś doświadczył, a teraz ma drugie życie. Jest o czym mówić, można ześlizgnąć się na styl życia, ekologię i wszystko, co się z tym łączy. I już nie stoisz sama, udając, że cała twoja uwaga skupia się na sączeniu soku. Wiem coś o tym, bo też kiedyś tak miałam. Teraz już nie, bo lubię ze sobą rozmawiać, ale to już temat na inny raz. ;)

A taką unikatową sukienkę, spódnicę czy bluzę można zamówić tu: https://www.myguru.pl/produkty/upcycling-art,2,312 

Każdą rzecz szyję dla konkretnej osoby na wymiar jej i jej marzeń <3