Warcaby - na pewno aby? - przypowiastka o tym, czy brać wszystko do siebie czy nie brać...

Warcaby - na pewno aby? - przypowiastka o tym, czy brać wszystko do siebie czy nie brać...

     A było to tak - najpierw słoń zaspał i marudził, że teraz pół dnia już stracone, że się teraz nie zorganizuje i najlepiej byłoby położyć się i obudzić jutro o właściwej porze… 
Potem było coraz gorzej, bo kogut oczywiście wziął to do siebie - zrobił focha i był wyraźnie urażony, bo zawsze poczuwał się do odpowiedzialności za poranne kukuryku. Nawet kawy odmówił, a przecież wie każdy zwierz wzdłuż i wszerz, że kogut bez porannego espresso to tylko jego cień. Na to wszystko jeleń poruszył rogami tematy polityczne, które nie sprzyjają ani trawieniu, ani poprawie atmosfery. A tu przecie nie folwark zwierzęcy - tylko co…?
Nagle potargana mysz weszła do kuchni, ziewnęła okrutnie i mówi:
- No normalnie się dobudzić nie mogłam - spałabym przez cały dzień. Po co ja ze słoniem pół nocy grałam w warcaby…
A potem zrobili zrzutkę na kwiatki dla koguta, (bo on jest z zamiłowania florystą) i kawę mu podsunęli pod dziób. Łaskawie przyjął jedno i drugie, ale zdaniem lamy długa droga przed nim - za bardzo jest przewrażliwiony - i wciąż będzie oskarżał sam siebie o wszystko i strzelał focha za fochem - dokąd nie pozbędzie się swoich lęków i nie porzuci starych wzorców.
- Lama chyba za dużo czyta “Charakterów”. - mruknął kot
- A oranżeria za kurnikiem coraz bujniejsza… - prychnął koń
- Warcaby… - przymrużył złośliwie oczy jeleń